"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Czwartek, 20 lipieca 2017 r.
Imieniny obchodzą: Czesław, Hieronim, Fryderyk
 
Jest lepiej niż było
[ 0000-00-00 ]
„Wolna Droga” rozmawia z Wiesławem Pełką – Przewodniczącym Sekcji Zawodowej Infrastruktury Kolejowej NSZZ „Solidarność”

Kontynuujemy cykl wywiadów z działaczami związkowymi z „Solidarności”, który ma pokazać, co zmieniło się w poszczególnych spółkach kolejowych w okresie od ostatnich wyborów parlamentarnych. No i przyszła pora na PKP PLK S.A. Panie Przewodniczący, jak pan ocenia ten czas i zmiany jakie zaszły? Jest dobrze, źle?
Trudno na takie pytanie odpowiedzieć krótko i jednoznacznie. Trzeba pamiętać, że PKP PLK S.A. jest spółką strategiczną i jedną (z kilkunastu) najważniejszych w Polsce. Dlatego nie sposób patrzeć na nią w oderwaniu od tego, co się dzieje w kraju, czy w PKP. A tych zmian również nie można ocenić jednoznacznie.
Wracając do wyborów w roku 2015 - w mojej opinii, my, „Solidarność”, tak naprawdę mieliśmy tylko jedno wyjście: poprzeć Prawo i Sprawiedliwość, czyli zwycięską partię. Pamiętać należy, że poprzednia partia władzy, czyli PO, swoimi działaniami, zmierzającymi do zniszczenia związków zawodowych i postawieniem ich do kąta, tak naprawdę nie pozostawiła nam wyboru. Nie ulegało wątpliwości, że każda inna władza będzie lepsza od tamtej. I chociaż głosowanie na Prawo i Sprawiedliwość można określić jako „małżeństwo z rozsądku”, to wielu naszych członków miało dosyć duże oczekiwania.
Ja ze swej strony muszę przyznać, że miałem, w miarę niewielkie oczekiwania. Wynika to może z faktu, iż mam już swoje lata i niejedne wybory przeżyłem, niejedne rządy i… zarządy. Jak to wcześniej bywało, również po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości zaczęła się polityka, krótka ławka zaufanych ludzi i nietrafione decyzje kadrowe. Wcześniej, czy później wiadomo było, że jakieś tarcia ze związkami też nastąpią, bo związkom zawodowym nie zawsze po drodze jest z rządem.
 
Ale zarząd się zmienił. Jak Pan myśli - na lepsze?
Z pewnością. Trzeba przyznać, że w zarządzie PLK-i znaleźli się, po erze bankomatów, kolejarze. I zmieniło się same podejście zarządu do działalności spółki. Są tam teraz ludzie, którzy na pewno znają kolej zarówno z tej lepszej, jak i tej gorszej strony. Członkowie zarządu PLK-i nie z jednego pieca chleb jedli, ale nie jest to też tak, że zmiana zarządu wprawia nas w jakąś euforię. Jako działacze związkowi mamy nawet trudniej, bo dyskutujemy z praktykami. Nie jest kolorowo, spieramy się, Sekcja Zawodowa Infrastruktury Kolejowej NSZZ „Solidarność” jest na etapie „dialogu społecznego” z zarządem Spółki. Nie zgadzamy się z wieloma propozycjami zarządu, mamy inne zdanie. Od drugiego kwartału dokonano zmian organizacyjnych w Centrali spółki. Odnośnie niektórych z nich byliśmy przeciwni, co do innych zgłosiliśmy duże wątpliwości. Wyraziliśmy to jasno w swoich opiniach skierowanych do zarządu, ale w większości nie wziął on ich pod uwagę (duży zgrzyt).

Na czym polegały zmiany w Centrali PLK?

Na połączeniu pewnych biur. Dotyczyło to głównie spraw finansowych. Połączono również pion pasażerski z eksploatacyjnym. Są to dwie dosyć odrębne działki. Czy to da jakiś efekt i czy ma to sens? Mam, co do tego wiele wątpliwości. Natomiast dobrym posunięciem, w mojej opinii, było pozbycie się dziwnych stanowisk utworzonych za czasów „bankomatów”, takich jak dyrektorów projektu np. dyrektor projektu ds. przeciwdziałania hałasowi, itp. Poprzednia ekipa zatrudniła w Centrali spółki na dobrze płatnych stanowiskach ludzi z nadania, którzy nie znali kolei i nie chcieli się jej uczyć, uważając ją za „bankomat”, do którego przypięli ich mocodawcy.
 
Czyli zmiany strukturalne w centrali nastąpiły, a czy są jakieś plany w stosunku do Zakładów Linii Kolejowych?
Na spotkaniu z Centralami Związkowymi działającymi w PKP PLK S.A. prezes Ireneusz Merchel przedstawił propozycje zmian organizacyjnych w zakresie zmiany ilości zakładów i zaproponował dwa warianty:
- tzw. wojewódzki – ograniczenie ilości zakładów do jednego na województwo plus dodatkowo jeden w województwie śląskim.
- tzw. ograniczony – dwadzieścia zakładów, czyli likwidację trzech jednostek.
Prezes podkreślił, że zmiany te zostaną wdrożone tylko, jeśli będą pozytywnie zaopiniowane przez stronę społeczną. Prezes dodał również, że w przypadku zgody na połączenie zakładów jest skłonny rozważyć zwiększenie liczby sekcji eksploatacji z 76 do 82-84. Pracodawca oświadczył również, że w przypadku negatywnych opinii strony społecznej w temacie ograniczenia ilości zakładów, nieunikniona będzie korekta granic zakładów powodowana np. budową LCS.
Będący na spotkaniu przedstawiciele SZIK NSZZ „Solidarność” jednoznacznie stwierdzili, iż jesteśmy przeciwni zmianom organizacyjnym polegającym na likwidacji Zakładów Linii Kolejowych. Prezes Merchel oświadczył, iż zarząd nie będzie wprowadzał zmian w ilości ZLK wbrew stanowisku związków zawodowych.
 
Jeśli chodzi o zmiany organizacyjne mam jasność. A co ze zmianami personalnymi w Zakładach Linii Kolejowych? Czy dostrzega Pan potrzebę takich zmian?
Personalne zmiany następują bardzo powoli. W niektórych przypadkach, w mojej ocenie, zbyt powoli. Trzeba też jasno powiedzieć, że zarząd, niestety, dosyć niechętnie słucha naszych uwag dotyczących złego działania osób zarządzających niektórymi zakładami. I nie mówię tu tylko o współpracy ze związkami zawodowymi, ale również w kwestiach spraw pracowniczych, czy też sprawach dotyczących bieżącego funkcjonowania zakładów. Zarząd podchodzi do naszych uwag ostrożnie, żeby nie powiedzieć nazbyt ostrożnie…
 
A jeśli jesteśmy przy sprawach pracowniczych, to nawiążę do słów dyrektorów Zakładów Linii Kolejowych w Częstochowie i Sosnowcu, którzy na spotkaniu w Zarządzie Regionu Śląsko-Dąbrowskiego poruszali temat problemów kadrowych występujących na zakładach. Co ciekawe w ich ocenie nie ma problemu miejsc pracy dla chętnych, natomiast brak jest wykwalifikowanej kadry. Jest to też na pewno związane z sytuacją w szkolnictwie, gdzie często zrezygnowano z techników kolejowych, a ludzi zaczyna brakować…
Na pewno dostrzegamy ten problem. Wiąże się to z tym, że właściwie od lat 90-tych następowała na kolei redukcja zatrudnienia, której odzwierciedleniem stała się też likwidacja szkół profilowanych. Bo skoro nie ma możliwości zatrudnienia na kolei, to w efekcie nie widziano sensu kształcenia kolejarzy. Zlikwidowano technika, zawodówki. A skutki mamy teraz.
W momencie, gdy nadeszła luka pokoleniowa, ludzi zaczyna brakować. Starsi odchodzą na emerytury. I wbrew pozorom wcale nie poprawiło sytuacji odebranie możliwości odejścia na wcześniejsze emerytury, bo w wieku „mocno dojrzałym” ze względów zdrowotnych pewnych prac wykonywać się nie da. I jest problem z wykwalifikowanymi pracownikami.
Co prawda zaczyna się wracać - że tak powiem - do korzeni i odbudowywać szkoły profilowane. W tej chwili mamy kilkanaście szkół średnich z klasami o kierunku kolejowym w kraju, ale to musi potrwać. Zresztą trzeba przyznać, że nasza spółka wykonuje działania zachęcające do rozpoczęcia nauki w tym klasach, ponieważ podpisuje umowy ze szkołami gwarantujące zatrudnienie około 30% absolwentów. Jest to dobre zarówno dla młodych ludzi, bo na trudnym rynku pracy mają możliwość zdobycia zarówno zawodu, jak i zatrudnienia w tym zawodzie. A samej Spółce daje to potencjał kadrowy.
Ale jak mówiłem, żeby zapełnić tę lukę pokoleniową, to potrzeba lat systematycznego kształcenia. Ale jest problem z zatrudnieniem - to jest fakt. Szczególnie w regionach, gdzie jest stosunkowo małe bezrobocie i duża konkurencja na rynku pracodawcy. Problemem są również oczekiwania finansowe potencjalnych pracowników.

Właśnie, jak i na jakim poziomie w tej chwili kształtują się pensje w PKP PLK S.A.? Pojawiają się takie głosy, że część osób rezygnuje lub nie zgłasza się ze względu na niski poziom płac. Jak to wygląda? Jakie płace, a może, jakie podwyżki w planach?
Rozmowy o podwyżkach oczywiście się toczą. Muszę przyznać nieskromnie, że w ciągu 15 lat funkcjonowania spółki w tym kształcie tylko dwa razy zdarzyło się, żeby nie było podwyżek dla pracowników. Generalnie średnie zarobki w PLK sukcesywnie wzrastają. Co prawda pojawiają się zarzuty, że na tę średnią mają wpływ płace kadry zarządzającej. Pewnie jest w tym trochę prawdy.
Trzeba przyznać, że jest problem na stanowiskach podstawowych i należałoby temu zaradzić. Mam nadzieję, że uda się trochę poprawić sytuację w tym roku. Bo przecież moim zdaniem (szanuję każde miejsce pracy), ale nie może tak być, by konkurencją dla stanowisk dróżnika, montera nawierzchni, czy też nastawniczego była kasa w „Biedronce”.
 
Czyli pracownicy PLK w tym roku na podwyżkę mogą liczyć?
Pracodawca zaproponował podwyżkę w wysokości 133 zł brutto, tj. 83 zł w uposażeniu zasadniczym i 50 zł w pochodnych od 1 lipca. Oczywiście jest to moim zdaniem bardzo wstępna propozycja. Pracownicy PKP PLK S.A. dostaną w tym roku podwyżkę wynagrodzenia. SZIK NSZZ „Solidarność” prowadzi w tym celu intensywne rozmowy na wielu poziomach. Jestem przekonany, że nie będzie to podwyżka niższa niż w zeszłym roku, a przypomnę, że w zeszłym roku wyniosła ona średnio 120 zł w wynagrodzeniu zasadniczym, co daje około 180-200 zł brutto.
 
I realnie, od kiedy?
Chcielibyśmy, żeby podwyżka wynagrodzeń nastąpiła od czerwca, ewentualnie od lipca br.

Wspomniał Pan wcześniej, że odebrano kolejarzom prawo do odchodzenia na wcześniejsze emerytury. Przyznam szczerze, że wizja pracy ludzi na stanowiskach związanych z bezpieczeństwem ruchu kolejowego w wieku 65 lub nawet 67, jak chciał poprzedni rząd, budzi wątpliwości. Wydaje się, że są takie zawody, dla których warto ten wiek obniżyć. Z korzyścią dla bezpieczeństwa i zdrowia wszystkich podróżujących koleją?
Cały czas, jako Krajowa Sekcja Kolejarzy próbujemy wracać do tego tematu. Ale nie jest to sprawa prosta, bo jak to mówił przedstawiciel rządu PO-PSL (wtedy, kiedy zabierano nam prawo do wcześniejszych emerytur) na to „żeby utrzymać kolejowe emerytury nie ma kasy”. Nie ma innych, merytorycznych argumentów przeciw temu, aby przywrócić nam prawo do wcześniejszych emerytur.

No, ale rządy się zmieniły i być może jest teraz możliwość powrotu do tych kwestii w rozmowach ze stroną rządową?
Oczywiście. My przynajmniej, jako „Solidarność”, w dalszym ciągu staramy się wrócić do tematu. Często pytają nas członkowie związku o losy skierowanej w 2013 roku do Strasburga skargi w tym temacie. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że Trybunał w Strasburgu oddalił sprawę i nie chciał sprawy rozpatrywać. Ale będziemy wracać do tego tematu i nie odpuszczamy.

Lobbować zawsze warto, a może się uda. Najważniejsze, żeby ktoś chciał rozmawiać. A w tym kontekście mam jeszcze pytanie dotyczące właśnie gotowości do rozmów obecnego zarządu. Bo przyznam szczerze moi poprzedni przedmówcy nie zawsze dobrze oceniali poziom dialogu społecznego prezentowany przez pracodawcę. Jak to jest u was?
Gotowość do rozmów jest, skłamałbym, gdybym powiedział, iż mamy kłopoty z tym, aby rozmawiać z zarządem o nurtujących nas sprawach. Mamy „trochę” doświadczenia, wiemy jak do takich rozmów doprowadzić. Inną sprawą są efekty tych rozmów i - o ile na szczeblu SZIK - zarząd PLK w miarę się dogadujemy - o tyle widzę problemy w jednostkach organizacyjnych. W niektórych są spory zbiorowe, a w innych mocno iskrzy i to spędza nam sen z powiek.

I na koniec jednym zdaniem, mamy „dobrą zmianę” w PKP PLK S.A.?

Z tego wszystkiego co powiedziałem wynika jedno, na pewno jest lepiej niż było.

Rozmawiał Przemysław Noworzyń
fot.P.Noworzyń, PKP PLK
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.