"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Wtorek, 28 lutego 2017 r.
Imieniny obchodzą: Makary, Prokop, Hilary
 
Ziemia Święta i Ziemia Przeklęta (2)
O swojej podróży do Izraela i Palestyny pisze Paweł Skutecki

Bet Lehem

Izrael nie uznaje Palestyny, Palestyna nie uznaje Izraela, a wszyscy udają, że granicy nie ma, choć jest. Żadna wypożyczalnia nie zgodzi się na to, żeby ich samochodem pojechać do Autonomii, ale…
Wystarczy wyjść z Jerozolimy przez Damascus Gate, żeby znaleźć się po palestyńskiej stronie świata. A tam nie tylko knajpa z falafelami, gdzie na szybie jest fragment z polskiej gazety i właściciel, który twierdzi, że był kiedyś w Polsce. – Make falafel not war! – ponoć przekonywał w Warszawie. Nieopodal jest „dworzec autobusowy”. W cudzysłowie oba wyrazy: w rzeczywistości, to parking dla busów, które odjeżdżają kiedy chcą, dokąd chcą i za ile chcą. Trzeba uważać na wszechobecny brud, ale za kilka szekli można dojechać na przykład do Betlejem. W Boże Narodzenie pojechać tam zatłoczonym arabskim busem w towarzystwie może kilku turystów, to naprawdę frajda.
To już jest inna Palestyna niż okolice Jerozolimy. Dumna, choć niemiłosiernie sponiewierana Palestyna. Jak wszędzie na Bliskim – arabskim – Wschodzie prawie całe centrum Betlejem, to jeden wielki suk. Handluje się tam wszystkim: jedzeniem, ubraniami, elektroniką, starymi pilotami do telewizora, bronią, przyprawami, pamiątkami. Spory pojemnik pysznego gotowanego bobu z przyprawami kosztuje 10 szekli. Dużo, ale kto by sobie odmówił? Tyle samo gotowana kukurydza. Handlują, bo z czego by mieli żyć, skoro obok rolnictwa, to jedyne źródło utrzymania?
Mimo wszystko Palestyna jest dużo bardziej bezpieczna niż choćby Jerozolima, gdzie naprawdę bywa różnie. Tam się czułem, jak w Libanie: niewidzialny. W Jerozolimie czułem się chwilami niepożądanym intruzem, oczywiście w arabskich rewirach.

Najstarszy port świata
Wydawało nam się, że nie wypada ominąć Tel Awiwu. Jednak to najgorsze dwa dni z całej wyprawy. Tel Awiw to koszmarny miks europejskiej brzydoty dużego miasta i arabsko-afrykańskiego brudu, bałaganu. Nawet samo wybrzeże, z ociekającymi bogactwem hotelami i mariną, nie umywa się choćby do spokoju i radości Bejrutu. Na ulicach bardzo afrykańsko i – do czego można się w Izraelu szybko przyzwyczaić – rosyjsko.
Warto tam pojechać jedynie po to, żeby zobaczyć Jafę – starożytne miasto, do którego przykleiła się nowoczesna metropolia. Jafa to najstarszy port świata, pierwsze zapiski dotyczące tego miejsca pojawiają się trzy i pół tysiąca lat temu. Jak wszystko w Izraelu: to miejsce jest wciąż używane zgodnie z przeznaczeniem. Nie ma już portu towarowego, ale rybacki i turystyczny jak najbardziej żyje i ma się świetnie.

Kolejne miasto, kolejna religia
Izrael jest państwem mnóstwa religii. Oczywiście najpierw przychodzą na myśl te oczywiste: judaizm, islam, chrześcijaństwo, ale Hajfa zaskakuje czymś jeszcze. Ponieważ to właśnie tam trafiali w pierwszej kolejności imigranci z Europy, głównie wschodniej, dzisiejsza Hajfa jest mocno rosyjska. Do tego stopnia, że jest tam kilka supermarketów rosyjskojęzycznych i sprzedających wyłącznie towary pochodzące z Rosji, a na ulicach bardzo często można spotkać świadków Jehowy dystrybuujących „Strażnicę” pisaną cyrylicą.
Olbrzymie wrażenie robi górujące nad miastem mauzoleum Baba – główna świątynia bahaizmu. Też nie widziałem, co to jest? Poczytałem: to monoteistyczna religia powstała w XIX wieku.

Arabska stolica Izraela
Nazaret – wydawałoby się, że to powinna być wizytówka chrześcijańskiego Izraela. Jest odwrotnie: to miasto jest prawie całkowicie arabskie. Tamtejszy islam jest nieco inny niż palestyński, choć może to kwestia turystyki, z której w dużej mierze żyją mieszkańcy jezusowego miasta.
Najważniejszym obiektem jest Bazylika Zwiastowania Pańskiego zbudowana nad grotą, w której anioł Gabriel miał zapowiedzieć Marii, że zmieni losy świata. Warto tam zobaczyć samą grotę, oczywiście, ale też dziedziniec świątyni. Na ścianach są prezentowane obrazy Marii z różnych stron świata, chyba ze wszystkich kontynentów.

Wreszcie po żydowsku
Tyberiada, to leżące nad Jeziorem Tyberiadzkim, zwanym też Morzem Galilejskim, serce regionu. Relatywnie młode, liczące niecałe dwa tysiące lat miasto kusi uzdrowiskiem i najniższym położeniem w Izraelu. Faktycznie żydowskie miasto, choć ze sporą mniejszością arabską. Wieczorne spacery nad jeziorem sprawiają, że człowiek cofa się do czasów powstania żydowskiego, którego skutkiem było zrównanie z ziemią większości miast, ale – oszczędzenie Tyberiady. Dzisiaj zbyt wielu zabytków już tam nie znajdziemy. Mimo to: dla samego jeziora warto.

Tam, gdzie uczył (się) Jezus
Kafarnaum zniknęło z mapy świata. Ruiny odkupili ponad sto lat temu franciszkanie i dzięki nim możemy dzisiaj zobaczyć fragmenty jednej z najstarszych na świecie synagogi, w której Jezus prowadził dyskusje z rabinami. Tuż obok jest budynek, który zgodnie z tradycją – a bez sprzeciwu ze strony archeologii – jest uważany za dom apostoła Piotra.

Studnia Abrahama
Pustynia Negew jest przecięta nielicznymi drogami. Jedynym miastem, które dzisiaj może służyć za bazę wypadową w pustynne skały, to Beer Szewa. To kolejne rosyjskie miasto: łatwiej tu się dogadać po rosyjsku, niż po angielsku. Choć pierwsze ślady ludzkości odnalezione w okolicy pochodzą mniej więcej z czasów Adama – ok. 4000 lat przed Chrystusem – dzisiaj miasto sprawia wrażenie zupełnie zapomnianego przez Boga i historię.
Trudno uwierzyć, że tu właśnie Abraham wykopał studnię. Dzisiaj miasto słynie głównie z cotygodniowego targu Beduinów, a w sklepie – oczywiście prowadzonym przez rosyjskich „żydów” – można kupić… czekoladę wyprodukowaną dla Biedronki.

Miasto widmo
Arad leży na granicy Judei, pustyni Negew i ok. 30 km od Morza Martwego. Wiadomo, że istniało 5000 lat temu, ale wicher historii zmiótł je z mapy świata. Fundamenty obecnego Aradu zostały położone ponad pół wieku temu. Dzisiaj to świetne miejsce na nocleg, bo jest tanio i blisko zarówno do Palestyny, jak i Morza Martwego, które zawsze robi różnicę, a dla fanów literatury: tutaj mieszka Amoz Oz.

Sacrum i dziadostwo
Do Izraela chyba już bym nie chciał wrócić na dłużej. Nie widziałem Safed – świętego miasta, które mnie bardzo inspiruje i nie spacerowałem na Wzgórzach Golan. Na pewno polecę do Izraela, żeby stamtąd jechać dalej. Choć kilka dni pooddychać Jerozolimą. Naprawdę poczuć zapach za’ataru w Autonomii: zobaczyć Hebron i Ramallah. Oglądać się na wszechobecne koty, piękne kolory nieba, ziemi i wody. Sprawdzać, czy naprawdę każdy hummus i każdy falafel smakuje inaczej. Przekonać się, czy naprawdę w każdym sklepie każde wino pochodzi z Izraela.
Ziemia Święta i Ziemia Przeklęta. Serce świata.
Paweł Skutecki, poseł na sejm RP
fot.P.Skutecki


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.