"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Sobota, 18 listopada 2017 r.
Imieniny obchodzą: Aniela, Klaudyna, Roman
 
Dziwolągi
   Coraz gorzej wychodzi opozycji ta polityka „ulicy i zagranicy”. Na ulice w sprawie Trybunału Konstytucyjnego we władaniu PO, ludzie już nie mają ochoty wychodzić. Dotarły do ludzi manipulacje, sobiepaństwo sędziów, pieszczochów PO. Ulice wyludnione, puste, demonstrantów przeciwko legalnie wybranym władzom Polski nie ma! Nie wypatrzysz! I niech lepiej już będzie!
Ludzie, zdaje się, przejrzeli na oczy. Można mamić, zwodzić społeczeństwo czas jakiś, ale ten czas już raczej minął. Ludzie dłużej kitu, że zagrożona demokracja, wolności obywatelskie, wciskać sobie nie dadzą. Widać, że manipulacjom różnych TVN-ów, czy Polsat-ów, Polacy powiedzieli – Dość!
   Społeczeństwo dowiaduje się coraz to ciekawszych rzeczy o tych wszelkiej maści obrońcach demokracji. Mateusz Kijowski z funduszy KOD finansował fikcyjne usługi firmy swojej żony. Długi alimentacyjne tegoż Kijowskiego wciąż rosną. Feministki nie mają więc powodu, żeby piać z zachwytu, tak jak piały dotąd. Policja i prokuratura zapowiadają „obróżkę” Kijowskiemu, smycz dla lidera KOD, czyli nadzór elektroniczny dla tego alimenciarza.
Fakty? Fakty są takie. Mateusz – facet z kitką, zalega dzieciom i Funduszowi Alimentacyjnemu ponad 220 tysięcy złotych. No, naprawdę, udany i udatny obrońca demokracji. Aż zdziwienie człowieka ogarnia, że na niektórych portalach społecznościowych są jeszcze ludzie, którzy go bronią.
   A taki pan sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Rzepliński, ma w swoim dorobku 150 tysięcy złotych ekwiwalentu za zaległy, kilkudziesięciodniowy urlop, a także, na sędziowskim sumieniu, które wszystko zniesie – eskapady zagraniczne, pobyty w ekskluzywnych klubach i knajpach.
A to wszystko, rzecz jasna, za pieniądze podatników, hołoty, która ma siedzieć cicho i jedynie wsłuchiwać się w mądrości nieomylnego. W taki oto swoisty sposób demokrację rozumieją jej rzekomi obrońcy. Mnie najbardziej z kosztów Rzeplińskiego i Trybunału Konstytucyjnego zaciekawiły owe wydatki w Chińskiej Republice Demokratycznej. Mędrcy z Trybunału Konstytucyjnego pojechali do Chin wprawiać się w procedury demokratyczne. Wielki Mur, Zakazane Miasto, pewnie też girlaski. Atrakcji demokratycznych nie zabrakło. Ciekawe, czy w programie chińskiej wycieczki, były też słynne z łagodności chińskie obozy pracy. Lepiej funkcjonujące obozy pracy i obozy koncentracyjne mają ponoć jedynie w Korei Północnej. No, atrakcji demokratycznych dla Rzeplińskiego było tam co nie miara.
  A co z zagranicą, na której wsparcie liczyli nasi Targowiczanie? Otóż zagranica nie chce już się więcej mieszać w sprawy wewnętrzne naszej Ojczyzny. Zrozumieli w Brukseli i Wenecji, że z tego wtrącania się w sprawy demokratycznego, niezawisłego kraju, to tylko wstyd. Czy widział ktoś, żeby Bruksela pouczała rządy Niemiec, Francji, czy choćby Albanii?
   No, to mamy klapę totalnej opozycji. A pewien mój znajomy powiada: - Mnie interesuje płaca minimalna i minimalna godzinówka. To jest być albo nie być mojej rodziny! Stąd wniosek płynie taki, że ludzi, którzy nie mają co do gara włożyć nie bardzo interesują pogrywania alimenciarza z kucykiem, pana Andrzeja Rz. - sędziego nad sędziami, a nawet niezbyt ich interesuje wynik ekspertyzy grafologów dotyczący noblisty, byłego prezydenta RP, TW „Bolka”.
   Na koniec kamyczek do pisowskiego ogródka. Po co ministrowi obrony narodowej, Antoniemu Macierewiczowi, taki Bartłomiej Misiewicz? Po co mu on?! Kompromituje swego ministra, ministerstwo i tworzącą rząd formację polityczną.
Ostatni żenujący występ Misiewicza był taki oto: Misiewicz w nocnym klubie, w Białymstoku, dość obcesowo zaczepia studentki; oferuje im pracę w ministerstwie Macierewicza. Baluje na całego. Stawia kolejne kolejki przy barze miłośnikom mocnych trunków. Zabawa trwa w najlepsze!
Wreszcie pan Bartłomiej, żeby nie powiedzieć Bartuś, zbyt agresywnie podrywa pewną studentkę i jego osobisty ochroniarz wyprowadza bawidamka z klubu. I co mamy? Wstyd i uciechę tabloidów.
Po co Antoniemu Macierewiczowi, kompetentnemu ministrowi obrony narodowej, taki Bartek Misiewicz? Doprawdy, nie wiem! Ministrze pozbądź się wreszcie kompromitującego ciebie, ministerstwo, rząd i cały PiS faceta o mentalności rozpuszczonego bachora. Bo zdarzyć może się tak, że za chwilę, za tygodni kilka dotrą do społeczeństwa relacje z pobytu w jakimś klubie Go Go owego Bartka i jego wesołych, suto zakrapianych alkoholem, zabaw z girlaskami.
Nie potrzebne nam dziwolągi w polityce i poza nią.
Marian Rajewski
fot.Salon24.pl


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.