"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Środa, 28 czerwca 2017 r.
Imieniny obchodzą: Florentyna, Leon, Ireneusz
 
Z trzeciej strony - Decha
   Przez Polskę przetacza się fala oburzenia na coraz częste używanie przez polityków albo media sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne”. Nawet były prezydent USA Barack Obama zaliczył taką „wpadkę” (bądź ignorancję).
Takie zachowania, to dowód na skuteczność polityki historycznej Niemiec, które konsekwencje przez lata odwracały pojęcia – i teraz to nie Niemcy wywołały II wojnę światową, ale jacyś naziści.
Doszło do tego, że wedle niezmiernie szanowanej (?) brytyjskiej telewizji BBC, to Niemcy były… pod okupacją, i to Nazistów!
   Jak zauważa historyk prof. Bogdan Musiał: „To nie jest przypadek, to celowe działanie. Chodzi przede wszystkim o politykę, a raczej propagandę historyczną Niemiec”. I dodaje: „Musieli mierzyć się z tym, że cały świat kojarzył zbrodnie z Niemcami zachodnimi. Stworzono więc radę historyczną, której celem było odniemczanie zbrodni. Ten proces się toczy”.
   Wracając, zaś do BBC, to trzeba przywołać jeszcze inne herezje opowiadane przez tego nadawcę. Na portalu BBC pojawił się na przykład artykuł szkalujący polskich kolejarzy. Autor tekstu Allan Little twierdzi, że byli oni współodpowiedzialni za Holocaust. Pisze on m.in.: „Holocaust nie był jedynie niemieckim przedsięwzięciem. To wymagało aktywnej współpracy norweskich urzędników, francuskiej policji, polskich maszynistów oraz ukraińskich bojówek paramilitarnych”.
Trudno nawet komentować takie słowa. Trzeba przede wszystkim protestować, i to jak najgłośniej! Korzystać z instrumentów prawnych. Żądań sprostowań i przeprosin, ale i finansowego zadośćuczynienia. Wykazywać ignorancję, złą wolę czy wręcz celowe działanie tego rodzaju propagatorów niemieckiej (?) polityki.
   Nie możemy jednak nie zauważać, że i sami nie jesteśmy bez winy. Że nie przykładamy przysłowiowej ręki do tego procederu.
Jak na przykład należy traktować wynurzenia byłego już rzecznika prasowego Nowoczesnej – Pawła Rabieja, który na Twitterze włączając się w dyskusję na temat niemieckich obozów koncentracyjnych stwierdził: „Naziści, nie Niemcy. Na tej samej zasadzie: TK nie zniszczyli Polacy, ale PiS, i to on za to odpowie, a nie Polacy”.
   Warto też przywołać inne „wydarzenie”, jakże znaczące… Oto 8 lipca 2015 r. Bronisław Komorowski wraz z małżonką odwiedzili Berlin, gdzie zostali przyjęci przez prezydenta Niemiec Joachima Gaucka oraz przewodniczącego Bundestagu Norberta Lammerta.
Jednak najważniejszym punktem wizyty był udział ówczesnego prezydent RP w uroczystościach ku czci nazisty Clausa von Stauffenberga.
W Akademii Fundacji Konrada Adenauera w Berlinie zorganizowano obchody uczczenia (?) europejskiego ruchu oporu, gdzie głównym punktem odniesienia była pamięć o uczestnikach nieudanego zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. - przede wszystkim Clausa von Stauffenberga.
   Jest to właśnie jeden z elementów „odniemczania” zbrodni. Robi się wszystko, aby to wydarzenie, czyli próba zamachu, zostało uznane przez opinię międzynarodową jako dowód na istniejący w tym kraju podczas drugiej wojny światowej silny ruch oporu. I że byli „dobrzy” Niemcy. I źli Naziści.
Dał temu wyraz w swoim przemówieniu podczas berlińskich obchodów były przewodniczący Parlamentu Europejskiego i szef fundacji Konrada Adenauera - Hans Poettering - który stwierdził, że wpływ czynu z 20 lipca 1944 r. na kształtowanie europejskiej demokracji był… ogromny (!).
Ów Poettering tak bardzo się rozpalił w wychwalaniu „niemieckiego ruchu oporu”, że w zasadzie zrównał go z polską Armią Krajową!
W swoim przemówieniu stwierdził m.in., że Stauffenberg wraz z innymi dokonali zamachu na Hitlera, pomimo że zdawali sobie sprawę, iż czyn ten ma nikłe szanse na powodzenie. I dodał: „Niecałe dwa tygodnie po zamachu z 20 lipca 1944 r. Armia Krajowa rozpoczęła w Warszawie powstanie zbrojne przeciwko niemieckiemu okupantowi”, stwierdzając na dodatek, iż także w tym wypadku wszyscy zdawali sobie sprawę, iż nie ma szans na zwycięstwo.
   Wydawać by się mogło, że na takie „opisywanie” historii zareaguje, i to stanowczo, przysłuchujący się tym „wynurzeniom” prezydent RP. O naiwności!
Polski prezydent Bronisław Komorowski, nawiązując do tego samego wątku, co poprzedni mówca, stwierdził, że w jakimś sensie Powstanie Warszawskie było konsekwencją zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu: „W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r. wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu na Hitlera”.
I zakończył swoją „myśl”, żeby nie było wątpliwości, twierdzeniem, że niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często nieporównywalnej z niczym innym, więc zasługuje na szacunek i na podziw…!
   Bronisław Komorowski nie jest już prezydentem. Na szczęście… Problem jednak pozostał – i może teraz, parafrazując słowa byłego prezydenta: - Trzeba walić przeciwnika dechą w łeb, żeby upomnieć się o swoje…





fot.wikimedia


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.