"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Sobota, 20 stycznia 2018 r.
Imieniny obchodzą: Fabian, Sebastian
 
Kolej na muzykę - „Buena Vista Social Club” (1997 / 2008)
Karnawał w pełni, wokół radosne, taneczne rytmy. W naszym kąciku również. Proponuję muzykę z gorącej Kuby, wykraczającą poza kaprysy mody oraz album (a właściwie dwa), które dziś już stały się klasyką.
Historia tych nagrań zaczęła się na długo przed odwilżą polityczną na wyspie. Kubański muzyk Juan de Marcos (ur. 1954 r. w Hawanie) w 1976 r. utworzył grupę muzyczną Sierra Maestra, grającą tradycyjną muzykę kubańską. Z czasem osiągnął wielki sukces. W 1994 r. rozpoczął współpracę z londyńską wytwórnią płytową World Circuit.
Przełomem okazała się płyta „Dundunbanza”, będąca hołdem dla brzmienia tradycyjnych orkiestr z lat pięćdziesiątych, czyli „złotego wieku” muzyki kubańskiej. Juan de Marcos postanowił pójść za ciosem i zrealizować ambitny projekt, wykorzystując jej dziedzictwo. Marzył o nagraniu utworów złotej ery z oryginalnymi muzykami z tamtych czasów. Tym marzeniem podzielił się z Nickiem Goldem, właścicielem World Circuit. Dzięki niemu, w marcu 1996 roku wytwórnia zorganizowała wyjazd nagraniowy do Hawany. W ciągu zaledwie dwóch tygodni na pochodzącym z lat pięćdziesiątych sprzęcie nagrano materiał na trzy albumy, które zyskały spore uznanie krytyki. Do udziału w projekcie udało się pozyskać wielu muzyków pamiętających tamte czasy.
Z nagrań przebija radość i autentyczna miłość do wykonywanego repertuaru. Jedna z płyt nosiła tytuł „Buena Vista Social Club” (1997). Została uznana za klasyczną i znalazła ponad sześć milionów nabywców na całym świecie. Jej tytuł pochodził od nazwy klubu w Hawanie, który działał jeszcze przed kubańską rewolucją.
Większość tych piosenek, to prawdziwy skarb, dokumentujący muzyczną historię Kuby. Atmosfera sesji nagraniowej sprawiła, że udało się stworzyć coś wyjątkowego. Do muzyków dołączyli najwięksi artyści: Orlando „Cachaíto” López, grający na basie oraz Manuel „Guajiro” Mirabal na trąbce, a także perkusiści z zespołu Sierra Maestra.
Otwierająca album melodia „Chan Chan”, to kompozycja 89-letniego wówczas Compay Segundo, który był liderem zespołu w latach pięćdziesiątych i okazał się prawdziwym spiritus movens całego przedsięwzięcia. „De Camino a la Verada” zaśpiewał 72-letni Ibrahim Ferrera, którego niemal porwano do studia, przerywając mu codzienny spacer po Hawanie. Jedyną kobietą na płycie okazała się wspaniała piosenkarka bolero, Omara Portuondo, nazywana „kubańską Edith Piaf”. Do udziału w nagraniach namówiono także Eliade Ochoa, znakomitego muzyka country, który przyleciał specjalnie do studia z drugiego krańca wyspy. Na fortepianie błyskotliwie zagrał Rubén González, weteran pamiętający jeszcze lata czterdzieste... Średnia wieku artystów biorących udział w nagraniach dobrze przekraczała siedemdziesiąt lat.
Wszystkie utwory zarejestrowano na żywo, a niektóre w małych mieszkaniach muzyków. Mimo to, bez cyfrowej konsolety uzyskano głębokie i bogate brzmienie, zachowując jednocześnie intymny, naturalny urok muzyki.
Entuzjazm i popularność towarzysząca płycie zainspirowała niemieckiego dokumentalistę Wima Wendersa, jednego z najbardziej znanych reżyserów współczesnego kina niemieckiego, do nakręcenia filmu poświęconego artystom, których ponownie połączyła miłość do muzyki z lat ich młodości. Choć z dokumentu Wendersa przebija atmosfera tęsknoty za latami, które bezpowrotnie minęły, to finał okazuje się pełen radości i nadziei.
Zdjęcia zrealizowano głównie w Hawanie, jednak całość wieńczy relacja z koncertów w Carré Theatre w Amsterdamie i Carnegie Hall w Nowym Jorku. Właśnie te sekwencje o sławie, zdobytej wprawdzie dość późno wprowadzają nadzieję.
Nieco później wydany drugi album „Buena Vista Social Club At Carnegie Hall” (2008) jest dwupłytowym zapisem jednego z koncertów. Jakkolwiek poruszająco brzmią utwory zarejestrowane w studio, jednak występ z bogatszym programem i entuzjastycznie reagującą publicznością jest wartością nie do przecenienia.
Właśnie dlatego rekomenduję oba wydawnictwa, bo trudno wskazać mi jedno. Nawet ich okładki w pewien sposób się łączą. W obu przypadkach warto poszukać wersji deluxe, z obszernymi broszurami, pełnymi unikalnych zdjęć. Muzyka z „Buena Vista Social Club” po latach nie zestarzała się. Ma ponadczasową wartość, wszak stała się początkiem światowej fascynacji muzyką kubańską.
Nie bez powodu zespół Pasion de Buena Vista, który kontynuuje tradycje swych nieżyjących już poprzedników, na przełomie stycznia i lutego 2018r. drugi raz odwiedza nasz kraj z serią koncertów, prezentując prawdziwie kubańską radość życia.
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.