"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Niedziela, 18 listopada 2018 r.
Imieniny obchodzą: Aniela, Klaudyna, Roman
 
„Najważniejszy jest bezpośredni kontakt”
Kampania wyborcza do samorządów w pełnym toku. Swoją kampanię prowadzi również redaktor naczelny „Wolnej Drogi”. Zadałem więc dziennikarzowi Mirosławowi Lisowskiemu kilka pytań…

Jako dziennikarz w kampanii wyborczej znalazł się Pan po „drugiej stronie mikrofonu”. Jakie to uczucie, kiedy to Panu ludzie zadają pytania?
Nie jest to moja pierwsza kampania wyborcza, dlatego mogłem się już przyzwyczaić do tej „strony”. Niewątpliwie jest to bardzo duże doświadczenie. A i kopalnia tematów na kolejne felietony.
W czasie rozmów z wyborcami stykam się z problemami, które mogą się wydawać błahe dla kogoś, kto mieszka w dużej aglomeracji i na przykład ma wiele alternatywnych rozwiązań, by przemieścić się z miejsca „A” do miejsca „B”. Od lat postuluję, że kolej musi być przyjazna dla ludzi. Że jest taką forpocztą Państwa w małych miejscowościach… Państwa pisanego przez duże „P”. Tak, jak to się dzieje chociażby z placówkami Poczty Polskiej, czy posterunkami Policji.

Jestem przekonany, że w dużej liczbie osób przychylnych znaleźli się również tacy, którzy nie darzą Pana sympatią. W jaki sposób próbował Pan ich przekonać do swoich racji?
Bezpośredni kontakt z ludźmi zawsze powoduje, że można spotkać kogoś, kto jest nastawiony negatywne. Kto szuka zwady, jest nawet i agresywny. W takiej sytuacji staram się prowadzić rozmowę w taki sposób, jakby nikogo innego prócz nas nie było. By dać poczucie takiej osobie, że jest najważniejsza. Że mój przekaz kierowany jest tylko do niej.
Podobnie się ma z sytuacją, gdy moje słowa kieruję do szerszego audytorium, wtedy znajduję jedną osobę, na której się skupiam, i staram się mówić tylko do niej. Jak dotąd się to sprawdza.

Obecnie na każdym kroku spotykamy się z brakiem tolerancji dla osób mających inne poglądy. Często bywa, że adwersarze nie ograniczają się do merytorycznej dyskusji, a uciekają się do wrogich, a nawet obraźliwych wypowiedzi. Spotkał się Pan z wrogością ze strony rozmówców?
Tak, choć może w innej formie. Prowadzę kampanię wyborczą także w sieci na forum społecznościowym. I tam na przykład przy ocenie mojej strony Fb pojawiło się odznaczenie negatywne od osoby, której nie znam. Z którą nie zamieniłem nawet słowa. To są nowe zjawiska cywilizacyjne, na które trzeba być przygotowanym.
W tym przypadku znam imię i nazwisko. O wiele groźniejsze są wpisy anonimowe, pełne nienawiści i zwykłego chamstwa. Jestem już na to uodporniony, gdyż od wielu lat głoszę swoje poglądy pod imieniem i nazwiskiem, i zawsze jestem gotowy do polemiki, ale na cywilizowanych warunkach.

Wspomniał Pan o kampanii prowadzonej również w Internecie. Jak Pan ocenia zainteresowanie internautów?
Portale społecznościowe, to obecnie już codzienność. Ale i bardzo dobre narzędzie także w prowadzeniu kampanii wyborczej. Staram się na swoim profilu Fb (serdecznie zapraszam: www.facebook.com/Miroslaw.Stanislaw.Lisowski) pisać o swoim programie, spostrzeżeniach… Dzielić się nimi z wyborcami. Zasięg jest spory, ponad 2 tysiące.
Ale nie o liczby tu chodzi, ale o kontakt bezpośredni, czy w tym przypadku pośredni. Nie jest mierzalne to, ile z osób, które w jakiś sposób zareagują na moje wpisy, czy publikowane zdjęcia, pójdą 21 października do wyborów i oddadzą na mnie swój głos.
Internet, to takie lustro, w którym wszyscy się przeglądamy. Jedni anonimowo, inni wręcz przeciwnie.

Trudno o podsumowanie, kiedy kampania trwa. Zapytam więc, co na chwilę obecną chciałby Pan powiedzieć swoim potencjalnym wyborcom?
Nie będę szukał jakichś wyświechtanych sformułowań, jak na przykład: liczę na Państwa głos, czy podobnie. To trochę już sztampa. Każdy, kto stara się o jakiś wybór, to robi. I oczywiście jest to zgodne z prawdą i nadzieją, że ten głos jednak dostanie.
Ja powiem tak… Szanowni mieszkańcy Dolnego Śląska, spróbujmy razem zbudować przyjazną i nowoczesną kolej dla naszego regionu. Wszyscy do Sejmiku nie możemy trafić. Nie każdy ma na to czas, czy ochotę. Ja chcę i mogę Was w tym wyręczyć… Mogę Was reprezentować… Zawsze będziecie mogli mnie rozliczyć.

…A co adwersarzom?
Podobnie, jak tym pierwszym… Zawsze możecie – szanowni adwersarze – zaryzykować, zagłosować na mnie i powiedzieć za czas pewien: sprawdzam! I zapytać, coś tam obiecywał, i coś z tego zrobił? Kartka wyborcza jest bezwzględnym instrumentem, z którego w demokracji trzeba korzystać.

Zakładając, że zostanie Pan Radnym Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, „Z trzeciej strony” zniknie z łamów Dwutygodnika?
Jeśli nie będzie to kolidowało z nową sytuacją i uwarunkowaniami, także prawnymi, nie wykluczam pozostania „na trzeciej stronie”…

Rozmawiał Aleksander Wiśniewski
fot. SolkolArt


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.