"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Czwartek, 15 listopada 2018 r.
Imieniny obchodzą: Amelia, Albert, Leopold
 
Tylko liczby nie kłamią
   Nie będę silił się na oryginalność nie pisząc o wyborach, o których wszyscy w tej chwili piszą. Oczywiście, że będę o nich pisał, a nawet skupię się głównie na liczbach, gdyż podobno one nigdy nie kłamią.
   Na początek ogólna konstatacja poparta – a jakżeby inaczej – właśnie liczbami. Tak więc były to już kolejne wybory obalające pojawiającą się tu i ówdzie niemądrą tezę, jakoby polskie społeczeństwo miało dosyć naszej „zabetonowanej” sceny politycznej i niczym kania dżdżu pragnęło powstania jakiejś nowej, świeżej siły politycznej, która ów „beton” skruszy.
Pojawiła się zatem taka siła o nazwie Bezpartyjni Samorządowcy i ledwo przeczołgała się przez pięcioprocentowy próg wyborczy, podczas gdy „beton” złożony z Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego osiągnął łączny wynik niemal 73 procent głosów. Gdybym dodał jeszcze czwarty, do niedawna, komponent tej „betonowej” mieszanki, czyli SLD, to wynik zahaczałby o 80 procent, ale nie zrobię tego, gdyż... ciszej nad tą czerwoną trumną. Przynajmniej w tym aspekcie i na tym etapie moich rozważań.
   No dobrze, to tyle, jeśli chodzi o ogólny wstęp, a teraz do rzeczy, czyli po kolei, od najlepszych do najgorszych, by w niektórych przypadkach nie powiedzieć, że – rozdeptanych.
   PiS - 33%. Najlepszy wynik tej partii w historii jej startów w wyborach samorządowych i bodajże drugi najlepszy ze wszystkich ugrupowań w całej historii tych wyborów w ogóle. Stan posiadania zwiększony o około 6 procent, co wskutek (moim zdaniem skrajnie niesprawiedliwej, ale to tylko moje zdanie) stosowanej przy liczeniu głosów Metodzie D'Hondta może się jednak przełożyć aż na około 70 mandatów w sejmikach wojewódzkich, dodanych do ilości z roku 2014.
Do tego jeszcze liczba sejmików, w których będą samodzielnie rządzić zwiększyła się z jednego do pięciu, a może i nawet sześciu, a i potencjalne koalicje z innymi ugrupowaniami, a co za tym idzie, przejęcie jeszcze większej ilości sejmików - nie jest do końca wykluczone.
Jak już wspomniałem, liczby nie kłamią i jednoznacznie stwierdzają one, że PiS osiągnęło bardzo dobry rezultat! A jednak patrząc na reakcję działaczy partyjnych zaraz po ogłoszeniu wyników nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż obserwuję jakąś ceremonię pogrzebową, co wydało mi się i nadal wydaje śmieszne, a przede wszystkim całkowicie nieprofesjonalne!
Nie wiem, kogo ta partia zatrudnia w charakterze swojego szefa od PR, natomiast, żeby zrobić stypę z wesela, to rzeczywiście trzeba mieć niespotykany talent. Zamiast fanfar, szampana i confetti publiczność przed telewizorami zobaczyła zwycięzców, powtórzmy wielkimi literami: ZWYCIĘZCÓW tych wyborów z nosami na kwinty i niemal szlochających do kamery.
Ja oczywiście wiem, że szokująca klęska Patryka Jakiego w Warszawie mocno zabolała, ale tym bardziej nie można było tego okazywać, tylko skupić się na pozytywach, a wszak było ich po ogłoszeniu wyników bez liku. Zupełnie inaczej i o wiele profesjonalniej zareagowała Koalicja Obywatelska i o tym już za chwilę.
   KO - 27%. Gdyby ktoś niezbyt zorientowany w naszym politycznym kabarecie oglądał tylko przekaz z wieczoru wyborczego ze sztabu PO/Nowoczesnej mógłby odnieść wrażenie, że w niedzielę odbyły się wyłącznie wybory na prezydenta miasta stołecznego i w zasadzie żadne inne.
Triumfalne okrzyki, łzy wzruszenia, zwycięskie przemowy itd. Nazwisko „Trzaskowski” było odmieniane przez wszystkie przypadki, bo i po prawdzie było to jedyne nazwisko, które można było z pełnym przekonaniem tego wieczoru wymieniać. Suche liczby są jednak takie, że o ile pan Rafał rzeczywiście z przytupem zdobył Warszawę, to już w całym województwie mazowieckim zwyciężyli jego najwięksi oponenci z PiS.
Mało tego, wszystkie te wielomiesięczne rozmowy koalicyjne Grzegorza Schetyny, jego zakulisowe działania (oddajmy, iż w tym pan Grzegorz jest naprawdę świetny, szkoda jednak, że tylko w tym) w celu rozbicia, a potem pożarcia Nowoczesnej, wszelkie spiski z moją średnio rozgarniętą ulubienicą Barbarą Nowacką oraz inne intrygi, skończyły się w zasadzie niczym. W najlepszym razie procentowym utrzymaniem stanu posiadania z poprzednich wyborów oraz zachowaniem funkcji prezydentów największych miast, ale jeśli chodzi o sejmiki samorządowe, to sytuacja kształtuje się negatywnie i to w sposób jednoznaczny.
Co zaś się jednak tyczy tzw. dobrej miny do złej gry, to pełen szacunek do pana Grzegorza. Generalnie niczego nie ugrał, ale minę miał podobną do naszych siatkarzy po niedawnym zdobyciu Mistrzostwa Świata. Jego śnieżnobiałe zęby, wyszczerzone w szerokim, ciągłym uśmiechu do dzisiaj mam przed oczami.
   PSL - 14%. Tutaj trochę głębsza refleksja, gdyż po raz kolejny przekonałem się, że poziom publicznego robienia z siebie idioty nie ma żadnej granicy.
Jak już przed chwilą napisałem, tzw. dobra mina do złej gry, to nieodzowny element mentalności oraz zachowania każdego rasowego polityka, ale myślałem także, iż pewnych granic absurdu, a nawet śmieszności mimo wszystko przekraczać nie wolno. O ile zatem Grzegorz Schetyna jest nazywany Shrekiem polskiej polityki, o tyle szef ludowców Kosiniak-Kamysz zasłużył sobie na miano Jasia Fasoli i to nie tylko z przyczyn pewnego fizycznego podobieństwa, które przynajmniej ja od zawsze dostrzegam.
Udawanie (skądinąd słabe) zwycięzcy, gdy ma się największy ze wszystkich partii około dziesięcioprocentowy spadek, gdy traci się swój matecznik, czyli województwo świętokrzyskie, gdy z posad radnych sejmików samorządowych za chwilę wyleci ponad siedemdziesięciu działaczy PSL na szczeblu wojewódzkim, a także o wiele większa ilość tychże z niższych szczebli, to w rzeczy samej szczyt śmieszności.
Do tego jeszcze, to usilne, rozpaczliwe porównywanie kwestii nieporównywalnych, czyli zestawianie wyniku z wyborów parlamentarnych do samorządowych, uczepienie się tego argumentu, jak pijany (w tym przypadku rolnik) płotu, co robili wszyscy działacze partii chłopskiej, z naszym Jasiem Fasolą na czele, we wszystkich mediach przez cały poniedziałek i wtorek po wyborach.
Na nic się też zdało uświadamianie ich przez nie tylko pro-rządowych dziennikarzy, że przecież wybory zawsze należy porównywać ze sobą adekwatnie, czyli samorządowe do samorządowych, europejskie do europejskich itd. Nic to! PSL w wyborach parlamentarnych miał 5 procent, a teraz ma 14, czyli wygrał w cuglach!
   SLD - 7%. Okazuje się, że bycie inteligentnym oraz błyskotliwym rozmówcą w programach telewizyjnych, jakim niewątpliwie jest Włodzimierz Czarzasty, a bycie skutecznym liderem partii politycznej, to dwie, różne i zupełnie nieprzystające do siebie sprawy.
Okazuje się także, iż każde ugrupowanie ma swój termin ważności, a post-komunistom chyba właśnie on mija. W zasadzie to wszystko, co mam o nich do napisania, gdyż – jak już wcześniej nadmieniłem... ciszej nad tą czerwoną trumną. Ta czaszka już się nie uśmiechnie.
   Kukiz - 6%. Trochę tak samo, jak w przypadku SLD, z tym że trumna w nieco innym kolorze i trochę żal. Nie ukrywam, iż kibicowałem tej formacji doceniając jej nieco inne, reformatorskie spojrzenie na kwestie ustrojowe, które prędzej czy później muszą być w Polsce przebudowane, gdyż dalej w tym bałaganie oraz z tą beznadziejną konstytucją ujechać się nie da!
   Bezpartyjni Samorządowcy 6%. Chwilowy fajerwerk świadczący jedynie o tym, że póki co nie ma zapotrzebowania na nic nowego. „Beton” nie skruszał, a nawet jeszcze bardziej stwardniał.
   Wolność - 1,5%. Panie Januszu Korwinie-Mikke, czas na zasłużoną emeryturę. Najwyższy czas, zresztą zgodnie z tytułem Pańskiego pisma.
   Razem - 1,5%. Lewacy, no pasaran! Oni tak, zdaje się zawsze lubią krzyczeć z tym, że na faszystów tych rzeczywistych lub urojonych w „zandbergopodobnych” mózgownicach. To chyba już koniec tej marksistowskiej farsy, i chwała Bogu!
   Ruch Narodowy - 1,2%. Mam wrażenie, że cały elektorat tej partii idzie przez Warszawę w Marszu Niepodległości, każdego roku 11 Listopada. O ile ten tłum na ulicach wygląda imponująco, to przy urnach... jak widać.
   Zieloni - 1%. A co to w ogóle za jedni?
   Tymczasem za opuszczoną kurtyną, już z dala od kamer, na dobre rozpoczął się polityczny pokerek, przez niektórych złowieszczo nazywany także polityczną korupcją. Naczelny negocjator zwycięskiego obozu pan Bielan biega to tu, to tam i za zamkniętymi drzwiami, przy - jak mniemam - szklaneczce dobrej whisky stara się jeszcze powiększyć i tak już niemały stan posiadania.
Zważywszy na niewątpliwe talenty pana Adama w tej dziedzinie, jak również jego wyjątkowy dar dyplomatycznego wyczucia, można wieszczyć ekipie PiS pewne sukcesy na tym polu.
   Tak właśnie przedstawia się powyborczy stan naszej demokracji, krótko mówiąc nihil novi. Beton pozostał betonem, plankton planktonem, wszyscy wygrali przynajmniej w swoim własnym mniemaniu i wszyscy są szczęśliwi, tudzież zadowoleni, względnie - za wyjątkiem lidera PSL - całkiem nieźle to udają.
Media „frontowe”, czyli te główne, odtrąbiają historyczne sukcesy swoich faworytów, przy jednoczesnym ogłaszaniu niewyobrażalnych strat po stronie wroga. Mistrzowie ceremonii z PKW po raz kolejny nie potrafią zliczyć głosów przez pół tygodnia, co także stało się naszą specyficzną, niechlubną tradycją.
   Na zupełny koniec napiszę jeszcze, że tylko starych Warszawiaków żal. Z rozmów z nimi wywnioskowałem, iż część z nich jest autentycznie przerażona tym, co się stało i nie potrafią zrozumieć, jak to możliwe, że polityczne dziecię (jak się wydawało) skompromitowanej Hanny Gronkiewicz-Waltz odniosło tak spektakularny sukces.
W pierwszym momencie chciałem ich nawet uświadomić, że ta ich dawna oraz - nie bójmy się tego słowa - prawdziwa Warszawa, bezpowrotnie już odeszła oraz, że miasto, w którym żyją od dziesięcioleci, to obecnie całkiem nowa zawartość w starym naczyniu, ale nie miałem sumienia tego zrobić i podobnie, jak oni, ja też udawałem zdziwionego. Ale niestety nie jestem zdziwiony...
Marian Rajewski
fot. wroclive


  Komentarze 2
~wpisz swój nick2018-11-04 14:01:02
A jeżeli w jakimś Pcimiu Dolnym, gdzie wszędzie daleko, a dla PO - PSL metropolie, aglomeracje, lokomotywy rozwoju, brzmiały niczym inwokacja, to o Pcimiu Dolnym zapomnieli. Metropolie to skrajności, gdzie milionerzy i urzędnicy obok bezdomnych, a zwykli mieszkańcy to taki nie liczący się plankton, co nic nie może i w nic nie wierzy. Zobaczyliśmy to w wynikach wyborów. PiS głosi słusznie zasadę równomiernego rozwoju, ale do Pcimia jeszcze nie dotarło. No to wzięli sprawy przynajmniej tymczasowo, w swoje bezpartyjne ręce. Pamiętajcie Wielcy o Pcimiu Dolnym.
~bezideowy2018-11-03 09:12:50
Wolę oglądać śnieżno biały uśmiech zadowolonego Grzegorza Schetyny, niż bezzębnego ponurego oblicza Kaczora, który z wykrzywionymi ustami toczył w koło wściekłym wzrokiem, Piszę krótko bo o wyborach pisać będą inni
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.